Fusiaste opowieści

Mrs Looney

Gdzieś na skraju matrixa...

Moje myśli kotłują się jak biedne karpie w wannie w okresie przedwigilijnym.

Za dużo, za mocno, za bardzo...

Jest słońce, jest wszystko, kwitnę jak ta róża która wylazła spod ziemi tuż przy drzwiach wejściowych. Może chciała mi dać do zrozumienia, że nawet jak cię przygniecie rzeczywistość, tona ziemi i smuty zawalą po uszy - masz w sobie siłę, żeby się wyciągnąć, otrzepać, zrobić tunel z drugiej strony i wyleźć na powierzchnię...

 

rose.jpg

 

Przekopuję się, wyłażę. Robię miliard rzeczy. Od ostrych treningów po malowanie ścian i robótki wcale nie babskie. Jem, czy nie, czuję moc. 

Resztki zgubnych myśli wypuszczone w świat. Nie wracają, jestem wolna.

 

Wciąż nie jestem do końca pewna, które to rzeczywistość. Czy to słońce jest prawdziwe? Czy wszystko co czuję jest właściwe? Czy to moja wyobraźnia czy alternatywny świat?...

 

Jest dobrze. 

Sentencja z krówki mówi, że "droga do celu to nie połowa przyjemności. To CAŁA przyjemność"...

Więc jedzmy krówki (tylko nie o północy!...), uśmiechajmy się i idźmy naprzód:)...

 

 

PS. A Pink znowu śpiewa "try, try, try".... No to ok, próbuję. Chyba nie najgorzej mi idzie.