Fusiaste opowieści

Everyday Story...

Słoneczny leń

kaczence.jpg

 

Poniedziałek i nie wiem w którą stronę się wykręcić.

Od rana inny rytm, inne godziny, nie mogę wejść w swój grafik. Wiem, że muszę i wiem że nie jestem w stanie, bo opanował mnie okrutny wiosenny leń. Próbuję coś robić, minuty wysypują się mi między palcami, papiery z biurka, chleb wyłazi z foremek. Pozycje na liście "do wykonania" niby odhaczone, a mimo wszystko w głowie wrażenie, że JESZCZE COŚ MIAŁAM ZROBIĆ...

 

Po obiedzie - ogarnięte.

Ciuchy - powieszone.

Cukier - idealny.

Kawa - wypita.

Podłoga - wymopowana.

Telefony - wykonane.

Mejle - odpisane.

Papiery - wydrukowane.

Chleb - się piecze.

 

Więc że co niby jeszcze miałam zrobić?...

Może siąść w końcu na tyłku i pogapić się w słońce???

 

Pięć minutek.

Albo pół godziny.

 

Leń sam nie wie czego chce. A może wie dokładnie, tylko moje wewnętrzne przekonanie że lenia trzeba zwalczyć w zarodku sprawia, że ciągle wydaje mi się że COŚ JESZCZE... A może właśnie NIC!?

 

Może ten słoneczny leń to jedno z piórek Anioła Stróża, podpowiadające żeby się zatrzymać i zachwycić tym wszystkim naokoło. Tymi pięknymi kwiatkami, które niewiadomo kiedy wylazły spod ziemi. Cudnymi pączkami na drzewach i letnim wietrzykiem. Ćwierkającym ptaszkiem za oknem. Każdym bzdetem, którego widzę i czuję. Każdym "komplementem* i uśmiechem wysłanym w moja stronę...

 

Ulegam mu:)

A co tam...

 

 

 

* Wątpliwa jednak sprawa, czy "brałbym jak rolnik dotacje" można uznać za "komplement" :D

chyba wolę klasyczne sentencje...