Fusiaste opowieści

Mrs Looney

KIEDY?...

 

Kiedy z lutego zrobił się październik?...

Kiedy sandały zamieniły się w jesienne botki?...

Kiedy przestałam rozróżniać który dzień tygodnia?...

Kiedy zaczęłam pożerać słodycze tonami wmawiając SOBIE że to tylko "utylizacja zagrożenia"?

Kiedy standardowe 58kg zamieniło się w standardowe 62...?

Kiedy fajny brzuch zamienił się w fajny biust?...

Kiedy uschły mi drzewka?

Kiedy ostatni raz kupowałam jakieś nowe ciuchy dla własnej rozpusty?...

Kiedy zrobiłam coś tylko dla siebie nie myśląc o tym co powie Lulu?...

Kiedy moje ambitne plany wykorzystania wolnego czasu rozmyły się i zanikły przykryte jesiennym bluszczem...?

 C:\fakepath\DSC03089.JPG

 

SAMA NIE WIEM.

Czas leci zbyt szybko.

 

Może skupiam się znowu nie na tym co powinnam. Staram się cieszyć moimi bzdurkami. Słoiczkami z dżemem, słońcem za oknem, cudownymi rysunkami Lulki, tajniackimi lodami, małą rączką w mojej dłoni gdy idziemy obie na spacer, kawą w ulubionych kubeczkach, tysiacem rzeczy które mam na co dzień a teraz mam czas żeby je celebrować.

 

To nic, że czasem dostrzegam w lustrze ślady swojego zmęczenia i permanentnego niedospania. Staram się, żeby pytań "mamusiu, dlaczego jesteś smutna?" było jak najmniej.

 

Obżeram się jak jakiś potwór. Wchłaniam tony słodyczy jak bbym była niepoczytalna. Dziwić się, że się później nijak nie mieszczę we własne rzeczy. Ech... Postanawiam słodycze zamienic na płatki zbozowe i jabłka.

 

Czy wspominałam juz o swoim leniu zwłaszcza w dotrzymywaniu obietnic danych samej sobie?... Życzcie mi powodzenia. :)